sobota, 19 października 2013

*Prolog*

Więc wszystko się zaczęło tak...

Jak zwykle szałam do szkoły.Lecz dzisiaj było niecodziennie.Moje przyjaciółki Claudeen,Caroline i Roxene były na obozie harcerskim.Ja zak zwykle nie miałam ochoty się zapisywać,ponieważ jestem za gruba aby nosić cieniutki mundurek z szarfą.W każdym razie bałam się iść sama ulicą.W mojej szkole jestem znienawidzoną tępą grubaską...Cóż więcej mogę powiedzieć o sobie.Zbliżałam się do ulicy Champington.Nagle zza rogu ulicywyszły dziewczyny z klubu ,,Sweeties"(one zawsze we wszystkim muszą być najlepsze,są najbardziej utalentowane,zawsze podcinają każdemu skrzydła,kto stanie im na drodze)zastąpiły mi drogę.Melodyjny głos Izabelle wypowiedział szydercze słowa:
-No i jak się czujesz bez swoich przyjaciółeczek ? Nie boisz się iść sama,ślicznotko przez ulicę ? -zaczęła się śmiać Izabelle,a jej psiapsiółki Camille i Olivia zaczęły się chichotać.Po chwili Izzy dokończyła:
-Słyszałam,że chcesz się zapisać do szkolnego chórku ? Hahahah! Ty i śpiewanie to dwie różne rzeczy.
Przełknęłam ślinę i postanowiłam postawić się im i sobie.,,Nadszedł czas,abym spoważniała."-pomyślałam i powiedziałam chwiejącym głosem.
-Myślisz,że możesz każdym pomiatać ? Może najpierw spójrz na siebie,to ty nie umiesz śpiewać.Co z tego,że jesteś w chórku ?! To nie znaczy,że ja nie mogę spróbować się do niego zapisać.Zabronisz mi ? -powiedziałam.
Ona i jej przyjaciółki popatrzyły się na mnie z niesamowitym zdziwieniem.Nigdy nie wypowiedziałam do nich więcej zdań jednocześnie,ba! Nigdy się nim nie postawiłam.Uznałam,że nadszedł na to czas.
-Pyskujesz do mnie szmato ? Nie myśl sobie,że ujdzie ci to na sucho! Nawet się nie spodziewasz,co mogę ci za to zrobić.Już nie żyjesz suko! -powiedziała Izabelle i rzuciła się na mnie z pięściami.Po chwili krzyknęła Camille:
-NIE! Izzy ! Co ty robisz! Chcesz sobie połamać paznokcie? Poczekaj.Zaraz go zawołam.
Camille zagwizdała.Po chwili zobaczyłam wielkiego kolosa.Miał 2 metry wzrostu.To był brat Camille-Randy.
-Mam się policzyć z tą dziwką,czy ją tylko nastraszyć ?-zadrwił Randy.
-Hmmm...Zabij ją!-powiedziała Izabelle spokojnym głosem. - Nie będzie mi suka zajmować miejsca w szkolnym chórku ani nigdzie indziej.

Moje serce biło tak szybko,myślałam,że dostanę zawału.postanowiłam działać szybko.Gdy Randy zbliżał się do mnie z pięściami kopnęłam go w krocze.Wiem,że tak robią desperatki,ale nie miałam wyjścia.Zaczął się wić z bólu,miałam czas na ucieczkę.Pobiegłam do parku.Starałam się biec jak tylko mogłam.Zabrakło mi siły.Usiadłam na pobliskiej ławeczce i zaczęłam płakać.Gdyby wtedy były ze mną Claudeen,Caroline i Roxene...Nie miałam innego wyjścia niż tylko wyjąć z plecaka to,co wyjęłam rok temu.Wielki sznur.I tyle pamiętam.Tylko tyle pamiętam.Teraz leżę tutaj,gdzie leżę.W szpitalu.Gdyby nie moje kochane przyjaciółki nigdy bym nie przeżyła.Dziękuję im,że wtedy tam były.Że obóz się skończył wcześniej.Dziękuję też Bogu...To była moja druga próba samobójcza w życiu.Nie wiem,czy ostatnia,ale wiem,że druga.Musze zostać na kontrolę lekarską.A potem...psycholog.Będę pewnie w innej szkole.W innym miejscu.Gdzieś dalej,daleko...